2. Mistrzostwa Świata Taijiquan
Zastanawiałam się od czego zacząć ten wpis. A więc zacznę od końca. Jestem wykończona, wytyrana, bolą mnie mięśnie i czuję, że mogłabym spać przez trzy doby bez przerwy. Ale szczęśliwsza być nie mogę!
W dniach 16-20 października tego roku w Pruszkowie koło Warszawy odbyły się 2. Mistrzostwa Świata Taijiquan. Startowało w nich 240 zawodników z 31 krajów. Zjawiła się sama śmietanka tej dyscypliny czyli m. in. reprezentacja Chin, Makao, Indonezji czy Malezji.
Już wcześniej pisałam, że organizacja zawodów tak wysokiej rangi to nie tylko ogromne wyróżnienie dla Polski i Polskiego Związku Wushu ale również spora odpowiedzialność. Z dumą mogę powiedzieć, że wywiązaliśmy się z tego zadania świetnie (choć jak przy każdej dużej imprezie pojawiły się niewielkie potknięcia). Generalnie konkurencje były podzielone na dwa rodzaje: championship events (konkurencje sportowe) i demonstration events (konkurencje demonstracyjne). Rożnica pomiędzy nimi polega na sposobie oceniania zawodników. W pierwszych – sportowych, zasady są bardziej restrykcyjne, sędziowie przykładają wagę do poprawności techniki, odpowiedniej wysokości postaw itd. Każdy błąd jest skrupulatnie odnotowywany i ma swój kod.
Reprezentacja Polski wystawiła swoich zawodników w obydwu. Ja startowałam z trzema formami: w nowej obligatoryjnej z mieczem w stylu chen, z mieczem (42 ruchy) i w ręcznej w stylu yang (40 ruchów). Wszystkie w konkurencjach champioship events. Z racji tego, że konkurencje miałam mocno obsadzoną, nie liczyłam na wiele – chciałam po prostu wyjść na dywan, zrobić formę najlepiej jak potrafię, wystać tzw. stójki (elementy formy, które trzeba wystać na jednej nodze, z drugą wyniesioną do góry, ponad wysokość ramienia), i się nie pomylić ;). Kiedy jednak widzi się tylu profesjonalistów dookoła, sędziów bacznie obserwujących Twój ruch i widzów na hali, mogą puścić nerwy. Muszę tutaj zaznaczyć bardzo ważną rzecz: mój team okazał się dla mnie podczas tego i kolejnych startów nieoceniony. Naprawdę czułam (i słyszałam :)) wsparcie z ich strony, za co z całego serducha dziękuję. Myślę, że po części dzięki temu podczas następnych startów byłam skupiona i opanowana.
Warto zaznaczyć, że sędzią głównym zawodów był Michał Ignatowicz, który pełni funkcję trenera Kadry Polski i jest również moim trenerem klubowym. Wiele osób pytało mnie czy ten fakt mnie dodatkowo stresował – i na początku myślałam, że tak było. Jednak już teraz, „na sucho”, uważam, że taki stan rzeczy dodatkowo mnie zmotywował by dać z siebie więcej. Nie mogłam przecież w tej sytuacji „zmaścić” startu skoro przygotowanie do niego kosztowało nas tyle ciężkiej pracy i czasu ;). Na trenera reprezentacji na czas 2. Mistrzostw Świata w Pruszkowie wyznaczony został Robert Mrózek, który prowadził nas bezstresowo przez te parę dni, pilnując startów i upewniając się, że mamy wszytko czego nam potrzeba.
Bilans zawodów: wicemistrzostwo świata w nowej obligatoryjnej formie z mieczem stylu chen oraz dwa brązowe medale za formę ręczną Yang 40 i miecz 42. To pierwsze w historii medale dla Polski w konkurencjach form sportowych.
Cała reprezentacja spisała się na medal – dosłownie. Oprócz moich trzech w konkurencjach championship events, moje koleżanki i koledzy z reprezentacji Polski dołączyli do kolekcji 10 medali w konkurencjach demonstracyjnych.
GO POLAND!
Zawody można było oglądać na żywo na portalu Fightime.pl. Nagrania ze startów niedługo będą opublikowane naYoutube.
Dla dociekliwych dodaję na sam koniec parę artykułów na temat MŚ Taijiquan w Pruszkowie, które znalazłam.
http://fightime.pl/pl/wiadomosci/kubiak-tworzy-historie-polskiego-wushu/
http://m.onet.pl/sport/inne-sporty,gngx5k