Sichuan – tam gdzie możesz poczuć smak ognia

fot. Brandon Sugiyama

fot. Brandon Sugiyama

W dniach 7-11.11.2017r. w Chinach, w miejscowości Emei  (prowincja Sichuan), miały miejsce 7. Mistrzostwa Świata Kung Fu. Wzięło w nich udział ponad 4 tys. zawodników z 52 krajów, którzy startowali w tzw. konkurencjach tradycyjnych.

Polska ekipa liczyła 15 osób, w tym 10 zawodników i spisała się na medal, a właściwie na cały ich komplet (7 srebrnych i 9 brązowych)! I mnie udało się wywalczyć brąz w kategorii Taijijian (taiji z mieczem)!

Zachęcam do kliknięcia w poniższy link YouTube, gdzie na profilu TrainWushu! można oglądnąć moje wykonanie tradycyjnego stylu Chen z tych właśnie zawodów:

https://youtu.be/04ojz5vZB2U.

Mistrzostwa Świata Kung Fu to impreza, która cieszy się ogromną popularnością i jest traktowana jako ważne wydarzenie o charakterze promocyjnym. Dla osób trenujących większość stylów Wushu tradycyjnego zawody te są jedyną okazją rywalizowania na takim poziomie rozgrywek. Oczywiste są również zalety wynikające z samego miejsca rozgrywania zawodów, czy atrakcyjnego systemu przyznawania medali (obok miejsc 1-3 również grupy medalowe).

fot. Brandon Sugiyama/ Jaiyo,  Forma Chen Taijiquan

fot. Brandon Sugiyama/ Jaiyo, Forma Chen Taijiquan

Mimo tych pozytywów, tym razem na zawody jechałam pełna obaw. Kontuzja jakiej nabawiłam się tuż przed wyjazdem i drobne problemy organizacyjne spowodowały, że nie czułam się tak pewnie jak zazwyczaj. Jednak okazało się, że choć te zawody były dla mnie nie lada sprawdzianem, zakończyłam je z brązowym medalem (trzecia grupa medalowa). 

Po zawodach, jak zwykle miałam parę dni na odpoczynek, i ochłonięcie po stresie startowym. Oraz… na zwiedzanie samego Emei i pobliskiego Chengdu, do którego następnie pojechaliśmy. Sichuan, położony na południowym wschodzie, to jedna z najbardziej rozpoznawalnych prowincji chińskich, ze względu na charakterystyczną, pikantną kuchnię i rezerwaty pand wielkich. Jak dla mnie jedzenie w tym rejonie było wyśmienite (choć muszę przyznać, ze niejednej osobie łza się w oku zakręciła, a chusteczki pod ręka były nieodzowne). Miałam również okazję zobaczyć tradycyjną operę, której częścią są występy z tzw. podmienianiem masek, a także zionięcie ogniem. Siedziałam zaraz przy scenie, mogę więc zapewnić, że atmosfera była gorąca, a oddech występujących czułam na twarzy ;). Będąc w tym rejonie nie mogłam nie postawić stopy na gorze Emei, jednej z Czterech Świętych Gór Buddyzmu, które swego czasu były centrami religijnymi, odwiedzanymi przez licznych pielgrzymów. Góra Emei, jako najwyższy szczyt liczy sobie aż 3099 m n.p.m. Niestety wjeżdżając na nią nie liczyliśmy na piękne widoki – gęsta mgła skutecznie uniemożliwiała widoczność nawet na parę metrów. Jakie było nasze zdziwienie kiedy wyjeżdżając tuż ponad poziom chmur powitało nas piękne słońce! Poniżej załączam parę zdjęć.

Krajobraz na Górze Emei

Krajobraz na Górze Emei

Góra Emei

Góra Emei

Na tym wyjeździe postawiłam sobie za punkt honoru, żeby spróbować dobrej, lokalnej herbaty. Dłuższą chwilę szukaliśmy odpowiedniej herbaciarni. Jak zwykle w takich sytuacjach, sprawdziła się ta najbardziej niepozorna. Spędziliśmy tam spokojnie parę godzin. Ku mojemu zdziwieniu, nie mieliśmy też większych problemów z porozumieniem się (również z uwagi na to, że kolega z naszego teamu, włada chińskim na dostatecznie dobrym poziomie, żeby nas wspomóc w razie nieprzewidzianej sytuacji – za co byliśmy mu niesłychanie wdzięczni). Jednak tutaj sytuacja miała się z goła inaczej. Sprzedawca bowiem rozmawiał z nami przez… chińsko-polski translator w swoim telefonie. Jak wiadomo, czasem z takich tłumaczeń mogą wyjść różne kwiatki, ale koniec końców sposób się sprawdził i wszyscy wyszliśmy z zapasem pysznej herbaty. Spotkała nas tam jeszcze jedna zaskakująca sytuacja, ponieważ lokalny kaligraf, który przez większość wizyty w herbaciarni towarzyszył nam podpalając w międzyczasie papierosa, podarował paru osobom swoje piękne prace. Miły akcent na koniec.

Co ciekawe, podczas pobytu w Chengdu polski team miał wyjątkową okazję zaprezentować swoje umiejętności podczas pokazu w Konsulacie Generalnym RP w Chengdu. Niezwykle miło nas przyjęto; widownia okazała się bardzo entuzjastycznie nastawiona do występu, a my zamieniliśmy kilka zdań z miejscowymi dziennikarzami.

Chciałabym serdecznie podziękować osobom i instytucjom, które umożliwiły mi wyjazd na 7. Mistrzostwa Świata Kung Fu w Chinach oraz dzięki którym mam możliwość rozwijać się jako zawodniczka.

DSC_0597-e1512035473573.jpg

Specjalne podziękowania kieruję do:

Wydziału Promocji Miasta Rzeszowa,

BDS Instal,

Golden Line,

Makarony Polskie,

Karabela!

Anna Kubiak